Thursday, 8 November 2012

Adam Chester - S'Mother

Jeśli myśleliście, że Wasza matka jest trochę postrzelona, to poznajcie matkę Adama. Własnoręcznie i całkowicie samodzielnie zniweczyła ona osiągnięcia pokoleń żydowskich kobiet w celu obalenia stereotypu nadopiekuńczej i apodyktycznej żydowskiej matki (vide: http://en.wikipedia.org/wiki/Jewish_mother_stereotype)

Adam spędził większość swojego życia uciekając od niej. Ale tam gdzie nie mogła go dorwać osobiście, jej listy go dosięgały. Adam zachował je wszystkie (z nieznanych sobie przyczyn), i teraz patrząc na sukces jaki można osiągnąć spieniężając szaleństwo swoich rodziców (mówię tu głównie o internetowo-wydawniczym fenomenie pt. Shit My Dad Says) postanowił je wszystkie wydać w tej małej książeczce. Jak to mówi na początku swojej książki:
"Dla mojej matki te listy to była terapia. Jeśli o mnie chodzi, to te listy dokumentują wszystkie powody, dla których ja potrzebuję terapii."

Narracja Adama jest czasem trochę zbyt przegadana i potoczna, jak na moje wrażliwe literackie podniebienie, ale za to jego mama jest mistrzem precyzyjności i lapidarności.

"Dziewiętnastego tego miesiąca wyślę Ci 100 dolarów. Kup za nie jedzenie. Staraj się nie szprycować swojego organizmu różnymi substancjami chemicznymi, takimi jak Prozac. Jeżeli twój dziadek by tu był (ze strony ojca), to by Ci powiedział, żebyś nie tego nie robił."

Mistrzyni matczynego haiku:

"Adam,
Winogrona są doskonałe na wypróżnianie.
Nie widziałam żadnych winogron w twoim domu.
Kocham,
Mama."

Mało ją obchodzą różne trywialne aspekty życia jej syna, takie jak jego zaręczyny, albo to że dostał pracę z Eltonem Johnem, ale jest na posterunku zawsze gdy trzeba zwrócić uwagę na rzeczy naprawdę ważne, jak nieadekwatność jego cienkiej kurtki jak na nowojorską pogodę albo zagrożenia wynikające z jedzenia sushi.

Oczywiście, doprowadzała go do szału. I lepiej o tym czytać, niż to przeżywać, ale nie dajcie się zwieść. Adam i jego matka to unikalny duet i ona zdaje się naprawdę cieszyć, że stała się centrum zainteresowania, dzięki tej książce. Najpewniej dlatego, że dzięki niej może poszerzyć pole dla swoich instynktów macierzyńskich i objąć nimi rzesze niewinnych czytelników.

Podobała mi się ta książeczka. Właściwie to mama Adama czasem przypomina mi moja własną mamę, która dzwoni do mnie z Polski, żeby mi powiedzieć, żebym brała algi na tarczycę (z którą NIE mam problemów). Ale nic dziwnego bo wg niejakiego Barry'ego Glassnera:
 "Stereotyp żydowskiej matki z amerykańskich dowcipów nie ma sensu w hebrajskich dowcipach, bo oczywiście można założyć, że większość Izraelczyków ma żydowską matkę. Więc ta figura nadopiekuńczej matki w izraelskim humorze to Matka Polka."

Jeszcze tylko kilka słów o okładce. Bardzo podoba mi się to zdjęcie, ale nie wiem dlaczego ta wiązka listów zdaje się leżeć dziecku na głowie. Może o to chodziło.

No comments:

Post a comment