
Byłam
niewzruszona w moim oburzeniu, więc w końcu Akademia Szwedzka ugięła się i w
2010 roku przyznała Nobla Llosie (a właściwie powinnam powiedzieć Vargasowi
albo Vargasowi Llosie).
Z tego to powodu
mogę już teraz czytać Doris Lessing.
'Mrowisko' to
jedna z jej mniej znanych książek i czyta się to trochę jak prolog do czegoś
wielkiego i wspaniałego, co prześwituje czasem między stronami. Jest tyle w tym
potencjału, a Lessing drażni się z czytelnikiem racjonując mu swój talent.
Chyba tylko w
Polsce można kupić jeszcze 'Mrowisko', bo angielskie wydanie (zwane po prostu
'Five Short Novels') było chyba ostatnio wznowione gdzieś w latach 60-tych i to
bez względu na jej Nobla z 2007 roku.
Nie mam żadnych
zarzutów co do Lessing, ale mam kilka do polskiego tłumaczenia. Myślę, że to
było stare tłumaczenie, bo pełno było w nim przestarzałych dziwności.
Najbardziej chyba denerwowało mnie tłumaczenie imion bohaterów na polski. W
starszych książkach często się z tym spotykam, ale na szczęście wydaje się, że
teraz tłumacze już od tego odeszli. Tłumaczka Mrowiska stoi jakby jedną nogą w
starym, a drugą już w nowym, bo część imion była przetłumaczona, część
pozostawiona w oryginale (jak George, czy Rose na przykład), a część zachowana
oryginale, ale zapisana fonetycznie po polsku. Nie miało to rąk ani nóg.
Inną dziwnością
było usilne używanie przez tłumaczkę zdrobnień w opowiadaniu 'Ta trzecia'. Już
na pierwszej stronie mamy mamusię, tatusia, człowieczka, twarzyczkę, a w
opowiadaniu nie ma żadnych dzieci. Jestem prawie pewna, że pojawił się też
obiadek. Nie wiem skąd wzięły się tłumaczce te zdrobnienia, bo przecież nie z
oryginału, bo jak wiadomo angielski jest gramatycznie upośledzony pod względem
zdrobnień.
Ale wystarczy już
o tłumaczeniu, wróćmy do Lessing. Najmocniejszą stroną tej książki jest
niesamowita inteligencja emocjonalna Lessing. Autorka skupia się na niuansach i
opisuje je z taką precyzją, że można tylko podziwiać. Nie ważne, czy chodzi o nastoletniego Afrykanina z rezerwatu w Południowej Afryce wyruszającego na
wielką przygodę w wielkim mieście, czy młodą Angielkę szukającą miłości podczas
nalotów na Londyn w czasie drugiej wojny światowej - wszystkie te portrety
emocjonalne są głębokie i uderzająco autentyczne.
Lessing porusza takie tematy jak kolonializm,
rasizm, feminizm i robi to niebywale sprawnie, chyba dlatego, że skupia się na
ludziach, a nie ideach. Nie ma się tego uporczywego uczucia, że autor nam chce
coś ważnego społecznie przekazać, że jest to literatura zaangażowana i wpychana
nam do gardeł. Lessing zazwyczaj odrzuca wszystkie feministyczne etykietki
przyczepiane jej, i pewnie też by się uśmiała z mojego sformułowania
'inteligencja emocjonalna', bo wydaje mi się, że nie dla niej takie różne modne
terminy.
Tak czy inaczej,
dodaję inne książki Doris do mojej niekończącej się listy książek do
przeczytania przed śmiercią, mając nadzieję, że dokonany zostanie jakiś przełom
w medycynie umożliwiający mi życie przynajmniej 300 lat, w celu przeczytania
tych wszystkich książek.
Prosze o kontakt gdybym przeoczyl tak wazny przelom w medycynie:) Choc mysle,ze gdyby odebrano mi wszystkie obowiazki i "kazano" czytac, to bylbym najszczesliwszym czlowiekiem na Ziemi:)
ReplyDeleteJa też. Ostatnio spotkało mnie takie szczęście, że raz w miesiącu ktoś mi płaci za czytanie książek! :) Wyobraź sobie, że zapłacono mi za przeczytanie morfiny!
ReplyDeleteZ tym tłumaczeniem kiepskim Lessing to chyba większy problem (pewnie ta sama tłumaczka to wszystko popełniała). W "Piątym dziecku" (chyba tak się nazywa ta książka) też były przetłumaczone imiona.
ReplyDeleteNa chwilę obecną nie lubię Lessing (http://pozapsem.blogspot.com/2012/05/doris-lessing-pamietnik-przetrwania.html), ale "Mrowisko" było gdzieś ostatnio na mega wyprzedaży więc postanowiłam dać jeszcze jedną szansę.