Wednesday, 31 October 2012

Borys Paternak - Doktor Żywago

* Uwaga! W tej recenzji będą cytaty, które przetłumaczyłam z angielskiego tłumaczenia na polski, więc mogą odbiegać znacznie od oryginału. Jeżeli ktoś ma w domu polską wersję i by się na te cytaty natknął, bardzo bym prosiła, żeby mi je wkleił.

Będzie mi dość trudno napisać tę recenzję, bo się miotałam przy tej książce. Jest to powieść, napisana z typowo rosyjskim rozmachem, która ma opowiadać tragiczną historię bohatera, którego okrutna rewolucja i wojna domowa oddzieliła od kobiet, które kochał. Osobiście uważam, że Doktor Żywago to był zwyczajny kobieciarz i mudak*.

Można oczywiście interpretować cała fabułę jako metaforę tamtego okresu historii Rosji i wtedy to wszystko ma sens, ale zdecydowanie nie jest to "jedna z najwspanialszych historii miłosnych, jaką kiedykolwiek opowiedziano", jak to zachwala okładka angielskiego wydania.

Pierwsze sto stron Pasternak poświęcił na dogłębne przedstawienie całego mrowiska postaci, jak to tylko rosyjscy pisarze potrafią. Człowiek się męczy, żeby zapamiętać ich wszystkie imiona, nazwiska, przydomki, przezwiska i związki rodzinno-towarzyskie, a potem się okazuje że większość z nich się w ogóle w powieści więcej nie pojawi. Nie wiem za bardzo, do czego to autorowi było potrzebne, szczególnie że później różne ważne wydarzenia są opisane naprędce dwoma zdaniami, lub w ogóle pominięte.

Do tego wszystkiego dodajmy niesamowite zbiegi okoliczności. Rosja to kraj, który zajmuje niemal pół planety, a bohaterowie wpadają na siebie co i rusz, jakby wszyscy mieszkali w Koluszkach. Z pewnością często się zdarza, że ktoś sobie wyjdzie na spacer po Syberii i wpadnie na dawno niewidzianego znajomego. To już nawet autorki romansów się potrafią powstrzymać przed aż takimi ułatwieniami fabularnymi.

To tyle jeśli chodzi o akcje, teraz porozmawiajmy o stylu. Przede wszystkim, dialogi to nie jest mocna strona Pasternaka. Jego postacie nie mówią, tylko przemawiają. Oczywiście Pasternak pisał powieść trochę zaangażowaną, więc biedni bohaterowie musieli raz na jakiś czas, zupełnie znienacka, wygłaszać kilkustronicowe przemówienia, bo Pasternak miał coś nam do powiedzenia. Właściwie to pozwolę teraz przemówić Larze:

"Zamiast być naturalni i spontaniczni, tacy jak zawsze byliśmy, staliśmy się nagle idiotycznie pompatyczni względem siebie. Coś sztucznego, pretensjonalnego i wymuszonego wkradło nam się do rozmów - i każdy czuje, że musi powiedzieć coś mądrego w pewien określony sposób na pewne szalenie ważne tematy."

O to, to, Lara. Inną interesującą rzeczą, którą powiedziała Lara (właściwie ta książka byłaby lepsza, gdyby się nazywała Larysa Fiodorowna, a nie Doktor Żywago) była jej opinia na temat filozofii:

"Nieszczególnie lubię eseje filozoficzne. Myślę, że trochę filozofii powinno się dodać do życia i sztuki jako przyprawę, ale żeby skupiać się tylko i wyłącznie na tym, to dla mnie równie dziwne jak żywienie się tylko kiszonymi ogórkami i niczym innym."

A Pasternakowi zdecydowanie smakują ogórki kiszone.

Co w tej książce było dobrego? Coś musiało być skoro ten Nobel i liczne ekranizacje. Mi najbardziej podobały się opisy przyrody. Tu autor błyszczał jak bombka na choince. Jak prawdziwy Eskimos, Pasternak potrafi mówić o śniegu na tyle pięknych sposobów, że nawet jeśli część tego zagubiła się w tłumaczeniu, to zostało wystarczająco, żeby dać książce trzy gwiazdki.

* mudak - to po rosyjsku dupek.

PS. Wkleiłam Wam najładniejszą polską okładkę jaką znalazłam na internetach.

No comments:

Post a comment