Monday, 24 December 2012

Iwona Banach - Chwast

Pamiętacie co mówiłam o polskich książkach? Że albo oblane lukrem Domy nad rozlewskiem, albo Holokaust, albo ponure, depresyjne rozważania o Prawdziwym Życiu.

'Chwast' to zdecydowanie o Prawdziwym Życiu. Poznajemy główną bohaterkę, jak stoi na dachu i zamierza z niego skoczyć wraz ze swoją córką. Naturalnie myślimy sobie wtedy: co za głupia pipa. Lecz później dowiadujemy się, że córka jest niepełnosprawna intelektualnie, mąż głównej bohaterki (i ojciec córki) to psychopatyczny tyran, a sama bohaterka ma raka (a jakże!). Gdy bohaterka umrze, to jej mąż odda córkę do zakładu zamkniętego, gdzie spędzi ona życie tłukąc głową o ścianę. Oprócz tego dowiadujemy się, że matka głównej bohaterki porzuciła rodzinę i uciekła z jakimś facetem. Ojciec głównej bohaterki mówił jej, że matka zmarła, ale w końcu jakaś usłużna sąsiadka jej doniosła, że nie zmarła, tylko zwykła kurwa była. W końcu ojciec, nie mogąc znieść tego życia, wiesza się na żyrandolu, i tak go znajduje główna bohaterka. Ach, tak. Kolega ojca ją molestował seksualnie latami. I zapomniałabym dodać, że bohaterka przyłapała swojego męża psychopatycznego tyrana, jak gwałcił ich niepełnosprawną umysłowo córkę.

I wtedy sobie myślimy: Dobra, faktycznie, skacz z tego dachu.

Ja rozumiem, że różne takie rzeczy się zdarzają. Jestem nawet w stanie zaakceptować, że mogą się one wszystkie przydarzyć jednej osobie, bo życie potrafi być okrutne. Ale to czego nie mogę zaakceptować, to zrzucanie na bohaterkę każdego możliwego kataklizmu, żeby sprawić aby książka była "poruszająca". Jeszcze ją powinna na koniec koparka przejechać. Naprawdę, niepełnosprawna intelektualnie córka by w zupełności wystarczyła.

Myślę, że to był główny problem jaki miałam z tą książką. Ale nie jedyny. Mimo całego tego nagromadzenia nieszczęść trudno tę główną bohaterkę lubić lub chociaż jej współczuć. Cały czas siedziała i myślała o tym jacy wszyscy ludzie są źli i okrutni, nieprzyjemni, niewychowani w najlepszym wypadku. Ale oczywiście, sama była dokładnie taka sama, w głowie nieprzerwanie plotkowała z samą sobą o wszystkich dookoła, z góry oskarżając ich o najgorsze. I wszyscy, wyobraźcie sobie, życzyli sobie, żeby jej córka umarła. Tak właśnie było. Gdzie by nie poszła, obcy ludzie patrzyli na jej córkę i tylko sobie myśleli: a niech już umrze.

Takie jest Prawdziwe Życie.

Ale nie sugerujcie się, wszystkim innym na internetach się podobało. Ale też im się podobało, jak głuchą dziewczynę z białaczką przejeżdża koparka, gdy próbuje uratować dziecko. Więc różne są gusta.

No comments:

Post a comment