Friday, 7 December 2012

Augustyn Baran - Głowa wroga

Skąd ja w ogóle wzięłam tę książkę? Chyba gdzieś na allegro dorwałam zamykając oczy i losując coś na ślepo. Lubię czasem siebie tak zaskoczyć. Próbuję czytać polskie rzeczy co jakiś czas, żeby, wiecie, nie zapomnieć o swoich korzeniach. Ciągle czekam na taką polską książkę, która mnie uwiedzie i na stałe sobie moją miłość zaskarbi. Jak na razie, mam wrażenie, że polskie książki to albo przesłodzone pierdytaty a la Dom nad rozlewiskiem, niekończące się rozdrapywanie drugiej wojny światowej i Holocaustu albo jakieś smętne i wulgarne opowieści o ogólnej beznadziei, brudzie i smrodzie.

'Głowa wroga' to tej właśnie ostatniej kategorii należy. To taki zbiór trochę opowiadanek, trochę wspomnień opisujących dorastanie głównego bohatera na polskiej wsi w stalinowskich latach 50-tych. Nie muszę mówić, że można z tego było zrobić książkę świetną. Z początku opowiadania miały taki trochę słodko-gorzki smak a la Ota Pavel, ale szybko Baranowi rozlazło się wszystko w niekończących się chujach, pizdach i ruchaniu. Się kobieta nie mogła na stronie tej książki pojawić, żeby zaraz jej pizda nie poszła za nią. Te wszystkie kobiety się na pizdach zaczynały i kończyły.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dwunastoletni chłopcy często mają taki chwilowo ograniczony światopogląd, ale to nie tłumaczy dlaczego wszystkie dziewczynki w tej książce ochoczo pozwalały na wpychanie sobie palców między nogi. Nie wiem w ogóle jaki cel przyświecał autorowi tej książki, poza ogólną obrazą majestatu i jakimś tanim skandalizowaniem.

A szkoda, bo jakby odfiltrować te chuje i pizdy, to zostałoby może tej książki pięć stron, ale dobre pięć stron. Tytułowe opowiadanie jest prześwietne. Okładka też.

No comments:

Post a comment