
Kilka powieści później Farooki i ja spotykamy się znowu. 'The Flying Man' jest jej przedostatnią powieścią i jest to zdecydowanie odważniejsza propozycja. Główny bohater to Maqil, również znany pod wieloma innymi imionami na M. Jest nałogowym hazardzistą i nałogowym uwodzicielem. Zmienia domy i tożsamości.
To taka postać, której nie chce się mieć w swojej rodzinie. Nie jest na tyle podły, żeby można zapomnieć o więzach krwi i go znienawidzić. Nadal trzeba go kochać, chociaż jest to bardzo męczące.
Nie jest wyrachowanym przestępcą, tylko raczej drobnym oszustem. Niebieskim ptakiem, który leci z jednego miejsca w drugiej, niespecjalnie się przejmującym tym co po sobie zostawia. Gdy zmienia się wiatr Maqil znajduje się nagle gdzie indziej, pod innym imieniem, z inną rodziną i innym zawodem.
Odważnie jest pisać książkę, której bohaterowie nie są szczególnie sympatycznymi postaciami. Osobiście, ja nie staram się zaprzyjaźniać z postaciami książkowymi, chcę tylko żeby byli w pełni ukształtowani i prawdziwi. Ale okazuje się, że wielu czytelników bardzo sobie ceni te 'sympatyczne postaci' i są w stanie porzucić książkę tak jak Maqil porzuca swoje żony, jeśli nie polubią z marszu bohaterów.
Na szczęście Maqil ma jedną wielką zaletę - jest totalnym showmanem. Jest tak przyzwyczajony do tego grania, że gra nawet gdy już nie ma żadnej publiczności poza nim samym. I dlatego narracja może się płynnie zmieniać z pierwszoosobowej w trzecioosobową bez żadnej szkody, bo wszystko jest częścią wielkiego szoł Maqila.
Powieść zaczyna się powoli i leniwie, ale z czasem nabiera rozpędu i mocy. W pełni zasłużyła na nominację do Orange Prize. Chciałam, żeby ta książka była jeszcze dłuższa i pełna szczegółów. Chciałam znać detale wszystkich przekrętów Maqila. Chciałam się dowiedzieć więcej o jego szalonej podróży samochodem z Francji do Pakistanu. I chciałam wiedzieć więcej o tych wszystkich sytuacjach 'o włos'.
Szkoda że wydawca wpakował 'The Flying Man' w taką dziwną pomarańczowo-kwietną okładkę. Znam wielu mężczyzn, którym by ta książka się spodobała, ale muszą dbać o swój wizerunek i z czymś takim na mieście się nie mogą pokazać. Wygląda to jak opowieść o trzydziestolatce, która wyprowadza się na prowincję, żeby odnaleźć tam miłość i szczęście. Nie można było dać jakiejś odważnej czcionki i uwypuklić tych hazardowych motywów?