To będzie kolejny post z serii tych kontrowersyjnych i zjadliwych, po którym zapewne stracę połowę czytelników (którzy mi jeszcze pozostali po tym paszkwilu na temat wąchania książek).
Razem z Basią obiecałyśmy sobie, że w 2014 nie będziemy się kłócić z ludźmi na internetach. A jeżeli jednak nam się zdarzy to musimy za karę wrzucić pieniążek do słoika. Dochód z tych słoików (w moim niestety zebrały się już trzy funty, głównie przez ludzi, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci) będzie przeznaczony na zakup książek dla dzieci z Afryki.
Zatem staram się nie kłócić i zamiast wrzucać komentarze ludziom, w których tłumaczę co sądzę o nich i o ich głupich poglądach, wyzłośliwiam się tu na blogu.

Chciałam powiedzieć, że nie o to chodzi w byciu humanistką. Nie wiem, czy ja jestem humanistką. Zawsze byłam ciekawa świata we wszystkich jego aspektach. I przez większość szkoły podstawowej i liceum skłaniałam się raz ku przedmiotom humanistycznym, raz ku przedmiotom ścisłym. Moje sukcesy w tych dziedzinach zależały bardziej od nauczyciela, który potrafił, lub nie, zainteresować przedmiotem i rozbudzić jakąś pasję. Bywały lata, gdy kochałam fizykę, w innych czasach wolałam biologię i język angielski. Ostatecznie skończyłam na studiach filologicznych, ale niemal przez przypadek, bo miała być biologia.
Co i rusz spotykam się z konceptami, których nie rozumiem, ale zazwyczaj wtedy dokonuję jakiejś, raczej heroicznej, próby ich zrozumienia. Czy chodzi tu o poluzowanie polityki pieniężnej czy nowe odkrycia dotyczące RNA. Różnie mi to idzie, ale zawsze próbuję i nigdy się byciem 'humanistką' nie zasłaniam. Wręcz przeciwnie! Czyżby ci wszyczy 'humaniści' i 'humanistki' z bożej łaski zapomnieli już lekcje historii (historia to przedmiot humanistyczny, więc wymówek nie ma), że główną dewizą renesansowych humanistów było: 'Nic co ludzkie nie jest mi obce'? To właśnie w moim byciu humanistką ma źródło to szalone pragnienie zrozumienia całego świata.
Na co dzień jednak humaniści, których spotykam to ci którzy podsuwają mi rachunek w restauracji, bo oni, hihi, są humanistami, więc dodać w głowie pięciu cyfr w żadnym wypadku nie będą w stanie. Albo ci wszyscy humaniści z blogów książkowych, którzy wypisują przeróżne monumentalne bzdury (chodzenie po tych polskich blogach książkowych to naprawdę czasem bardzo smutne zajęcie). I są na przykład fani literatury faktu, którzy w recenzjach narzekają na nadmiar faktów, albo że coś trzeba zrozumieć, że jakieś przypisy nie daj Boże. Albo też natykam się na takie piękne kawałki:
"[autor] [...], nawiązuje do różnych teorii socjologicznych, filozoficznych, porusza się jak ryba w wodzie w terminologii mechaniki kwantowej, ontologii materialnej, systemu metafizycznego, czy jeszcze innych tego typu, zupełnie dla mnie nie zrozumiałych pojęć. (Bo jak humanistka zrozumie nauki ścisłe i abstrakcyjne myślenie?!)."
Rozumiem, że pytanie retoryczne, ale pokuszę się odpowiedzieć, że za pomocą mózgu na przykład. Już pomijając w ogóle fakt, że filozofia i socjologia to dziedziny w dużej mierze humanistyczne. Najwyraźniej jednak bycie humanistą stało się jakąś honorową grupą inwalidzką, która zwalnia człowieka z myślenia.
Na koniec chciałam powiedzieć, że nie oto chodzi mi, żeby wszyscy pisali doktoraty z fizyki kwantowej i jednocześnie z postmodernizmu w literaturze. I wiadomo oczywiście, że skumulowana wiedza ludzka jest w tej chwili już tak ogromna, że nie da się jej indywidualnie ogarnąć, ale na Boga nie pobłażajmy tak sobie i nie używajmy 'humanistycznej' wymówki. Bo to właśnie z takich 'humanistów' się śmieją (i słusznie).
I jeszcze na zupełny koniec dodam, że to wszystko działa w drugą stronę. Utalentowany naukowiec też powinien znać ortografię, interpunkcję i powinien się umieć sprawnie komunikować. I jakby od czasu do czasu książkę przeczytał to też by mu nie zaszkodziło.
Ostatnio przyszedł do nas informatyk do pracy, żeby nadzorować nasze przejście z dyszących serwerów w szafie na chmurę i włączył się do naszej rozmowy na temat stulecia wybuchu I wojny światowej, mówiąc że to niesamowite, że już 100 lat minęło od pierwszej wojny światowej i że wczoraj właśnie był w telewizji jakiś dokument o Hitlerze.